Jestem. Choć sama nie wierzę w to jeszcze do końca. Ostatni dzień tego feralnego stycznia to chyba idealny moment na zamknięcie
w głowie pewnego rozdziału i otworzenie się na kolejny..
Wracam do miejsca, od którego wszystko się zaczęło. Tego, które od lat gwarantowało mi spokój, wspaniałych, równie wrażliwych czytelników i poczucie bezpieczeństwa, którego teraz tak bardzo mi brak. To tu mogłam być w pełni sobą, mówić szczerze o wszystkim
co zaprząta głowę, pokazywać Wam moją codzienność w ciut inny, jakby nie do końca zwyczajny sposób.
w tych najczarniejszych snach. Były choroby najbliższych, szpitale, zwroty akcji, których nie zakładałam i z którymi wybitnie nie było mi
po drodze. Nadszarpnięte budżety, operacje czworonogów i nerwy, dużo nerwów, zdecydowanie za dużo..
Instagram był trochę pamiętnikiem, a trochę ucieczką. Odskocznią od smutnej niestety rzeczywistości. Nadal jednak nie przestawałam się uśmiechać, choć nie ukrywam, że często była to dobra mina do nie najlepszej gry. Żeby jako tako utrzymać się w pionie łapałam te ulotne chwile ze słońcem w tle, te drobnostki, kwiaty, rozmowy z przyjaciółmi, którzy dmuchali bezustannie w moje wątłe najczęściej skrzydła.
I rodzina. Ta najbliższa. Moja największa siła. Moi najwierniejsi kibice, najlepsi przyjaciele, powiernicy tajemnic i najlepsi animatorzy, kiedy wszystko inne zawodzi. Moja drużyna! Bez nich nie było by nic..
Także tak najmilsi, skoro już wiemy, że pozornie niemożliwe musi być możliwe, to może uda mi się powrócić tu jednak na dłużej ? Ponownie otworzyć się przed Wami, przypomnieć sobie, że to moje pisanie ma jeszcze dla kogoś sens. Może ukoi, rozweseli, zainspiruje lub skłoni do zwolnienia tempa, choćby na momencik. Może znajdziecie tu złotą myśl, której potrzebujecie, interesującą książkę lub film, smakowity przepis, czy zwykłą niezwykłą codzienność. Będzie o wszystkim, jak dawniej, tak jak lubiliście najbardziej.
Tak jak lubiłam i ja :)
"Moment" Yael Naim
















