" Życie jest podróżą, która prowadzi do domu "...


... także naszego, tego który łączy przeszłość z teraźniejszością, len z koronką, misterne hafty z niesfornymi kordonkami...
.. i wreszcie tego, który daje nam siłę, ukojenie, spełnienie marzeń - home about ..
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sweets. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sweets. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 marca 2022

„Można odejść na zawsze, by stale być blisko…”

2 komentarze

 


Przepisy to jedna z piękniejszych rzeczy, które zostały mi "w spadku" po nieżyjących już niestety przyjaciółkach mamy. Przekochane i silne to były kobiety. Przy każdym spotkaniu uczyły mnie czegoś nowego. Raz podejścia do mężczyzn, innym razem nakładania różu na policzki, pielęgnowania paznokci, czy pieczenia lub gotowania. Smakowałam tych wszystkich pyszności, zgadywałam co która "ciocia" dodała do smaku, słuchałam jaki był ten tajny składnik jej mamy i babci. Tym sposobem i ja zebrałam kilka ulubionych przepisów do swego kajetu, każdy robiłam dla bliskich i przyznam, że nie za każdym razem z tym wymarzonym skutkiem :) Tak było i w przypadku tego piaskowca. Babka piaskowa lub zebra jak Ciocia Ela lubiła go nazywać, była moim znielubionym zakalcem, który wyszedł mi pyszny jedynie raz. Każda kolejna próba kończyła się fiaskiem i diabli jedynie wiedzieli dlaczego. Kilka dni temu przeglądając notesik, trafiłyśmy z córkami na ten właśnie przepis. Każda oblizywała się na samą myśl o tej zwykłej niezwykłej zeberce, do której jakoś przez dłuugi czas nie miałyśmy wielkiego szczęścia. Tak czy inaczej Ropuszorki postanowiły, że zrobią ją same. A nóż się uda. I wyszła ! Krucha, ale nie sucha, pyszniutka dwukolorowa zebra w blaszce do chałki :) Dokładnie taka jaką jadłyśmy u cioci przed laty. Minimum składników i pracy, maksimum smaku. Zróbcie koniecznie. Wierzę, że teraz i Wam się uda :) 

Zdjęcia zrobione w biegu, zanim wygłodniała gromadka pożarła zawartość ceramicznej deseczki w całości :) Najlepiej jeśli upieczecie babkę w cienkiej blaszce, takiej bez bajerów, najzwyklejszej ze sklepu osiedlowego. Myślę, że jej fancy poprzedniczka była przyczyną moich zakalców, ale możliwe, że to jednak talent moich Ropuszek, przyczynił się do tego spektakularnego sukcesu :)))

SKŁADNIKI :

- 4 duże jajka od szczęśliwych kur

- 1 szklanka cukru

- 1 szklanka mąki pszennej

- pół szklanki mąki ziemniaczanej 

- 1 margaryna Palma

- cukier waniliowy (ja w zamian dałam kilka kropelek naturalnego ekstraktu)

- 1 łyżeczka proszku do pieczenia 

- 2 czubate łyżeczki kakao

WYKONANIE :

Jajka ubijamy z cukrem. Margarynę roztapiamy w rondelku zostawiając odrobinę do wysmarowania blaszki. Lekko studzimy. Do ubitych z cukrem jajek dodajemy po kolei dwa rodzaje mąki, roztopioną margarynę, wanilię lub cukier waniliowy i proszek do pieczenia, cały czas delikatnie mieszając. Połowę naszej masy wlewamy do wysmarowanej margaryną i obsypanej bułką tartą blaszki. Do drugiej połowy ciasta dodajemy kakao, robiąc już w blaszce patyczkiem 3 lub 4 sympatyczne esy floresy, tak aby obie masy się troszkę tylko wymieszały. Pieczemy ok 45 minut w temperaturze 170- 180 stopni. 

SMACZNEGO !


środa, 28 listopada 2018

"Jedną z tajemnic szczęśliwego życia są nieustanne maleńkie uczty."

6 komentarze



Kawa kawą ale coś maleńkiego do kawy zawsze by się przydało ! Zwłaszcza jak jest się takim łasuchem jak ja :) Coraz mniej czasu mam na wielogodzinne pieczenie, ale takim szybkim ciastom i ciasteczkom wyjadanym prosto z blaszki nigdy nie odmówię.

Potrzebujemy :

- 2 szklanki mąki
- kostkę masła
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 średnie szczęśliwe jajko
- 1/3 szklanki cukru
- ok 1 kg owoców (ważonych przed obraniem ) latem truskawek, jesienią śliwek, a zimą jabłek. Wiosną dajcie po prostu to, co zostało Wam w zamrażalniku, ale nie grzyby :))

Ciasto jest niskie, nieduże, na blaszkę ok 20/30 cm

Wszystkie składniki poza owocami mieszamy w jednej misce. Wyrabiamy gładkie ciasto. Formujemy kulkę i wkładamy ją na 30 minut do lodówki.
W tym czasie kroimy i obieramy owoce.
Po 30 minutach wyjmujemy ciasto i dzielimy je na 2 części. Jedną częścią wylepiamy wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę - możemy rączkami, bo ciasto jest plastyczne. Na ciasto wykładamy owoce, a na owoce układamy kawałki oderwanego i spłaszczonego w palcach ciasta z naszej 2 części.

Tak przygotowane wkładamy do piekarnika na 180 stopni i pieczemy 50 minut !
Lepiej je troszkę wystudzić bo ciepłe, nieco się rozpada. SPRAWDZIŁAM :) Posypujemy cukrem pudrem i odstawiamy daleko żeby nie schrupać go na jedno posiedzenie :)

sobota, 10 listopada 2018

"Ważne, aby znaleźć smak szczęścia w codzienności..."

2 komentarze


Miało być o babeczkach .. ze trzy dni zbierałam się, żeby wstawić Wam mój super przepis wykopany z internetu, ale za nic w świecie nie pamiętam skąd go mam i kiedy zdobyłam :( Troszkę też zrobiłam jak zawsze po swojemu, czego nie robię wbrew temu co pewnie myślicie z bystrości umysłu, ale braku odpowiednich składników w szafce i lodówce. Umówmy się, ze światłością umysłu to u mnie ostatnio tak jakoś nie bardzo :( Jesień idzie, a ja przestawiam się wtedy automatycznie w tryb "podłoga parzy" (co radośnie wymyślił mój mąż) czyli kanapa, kocyk, herbatka, Netflix i wszystko proszę mi podać, odstawić, przygotować lub ewentualnie zostawić w świętym spokoju :)
To czynię oczywiście kiedy już narobię się jak wariat przez dzień cały, czyli od jakiejś godzinki dwudziestej. Błagam powiedzcie, że nie jestem leniuchem i ten czas jak w mordę mi się należy ! Tak czy inaczej z aktualności to Zulka chora, a co za tym idzie pracuje się znacznie wolniej bo choć 8 lat już sobie panna liczy to przy chorobie "mami przytul" słyszę jakieś 20 razy na godzinę, a to piciu, poczytaj, a czy mogę bajkę itp itd . Więc usługuję oczywiście co jakiś czas wychodząc z siebie i licząc do 10 a najlepiej do 100 żeby nie skrócić panienki o głowę lub nie wysłać ochoczo w kosmos.
Aby umilić więc Jej ten okres chorobowy (umówmy się na bank zrobiłam to wyłącznie dla siebie ) sięgnęłam po babeczkowe pogotowie ratunkowe. Są pyszne, chrupiące z wierzchu , mięciutkie w środku, proste, pachnące - no rewelacyjne i już . Zróbcie sobie koniecznie na weekend lub wieczorek w stylu "podłoga parzy" :)) Nie będziecie żałować !

POTRZEBUJECIE :

Składniki suche :

* 2 szklanki mąki
* 1/2 szklanki brązowego cukru
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia
* 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
* szczyptę soli

Składniki mokre :

* 1 szklanka mleka
* 1 jajko
* 1/2 szklanki oleju
* 2 dojrzałe banany rozgniecione widelcem
* 1 łyżeczkę ekstraktu waniliowego
* 1 łyżeczkę masła orzechowego

+ ok 100 gram rozdrobnionych pałką orzechów ( moje były włoskie). Możecie też dodać garść suszonej żurawinki (ja zawszę daję tylko do połowy bo dziewczynki nie przepadają).

Przygotowanie jest banalne. Mieszamy osobno składniki suche i składniki mokre, a potem łączymy wszystko razem. Najlepsze wychodzą gdy mieszamy zwyczajnie łyżką, nie mikserem. Zaręczam, że robi się to zaledwie chwilkę. Nakładamy ciasto do foremek i posypujemy odrobinką brązowego cukru. Ciasto wystarcza na 14 babeczek, czyli jedna forma i 2 w osobnych kokilkach. Temperatura piekarnika to 200 stopni , pieczemy ok 25-30 minut.

PS. Odgruzowałam "Z miłości do staroci" . Postaram się wrzucać cosik regularnie bo dawno sobie nie pozmieniałam :) Może wpadnie Wam coś w oko i przygarniecie ?

Ściskam mocno !
Wrócę za chwilkę ,
Wasza M.


wtorek, 27 września 2016

"Radosny, piękny uśmiech to podstawa naszego dobrego samopoczucia i pewności siebie. Równie ważne są NIEZDROWE NAWYKI "

3 komentarze


Jakby tak wziąć pod lupkę te moje niezdrowe .. to troszkę by się ich uzbierało .. Miłość do słodyczy pięknie przeplata się z kawą na pusty żołądek, zaprzyjaźnia z nieludzko późnym chodzeniem spać i wczesnym wstawaniem. Pikanterii dodaje papieros i umiejętność funkcjonowania bez picia przez okrąglutki dzień. Wychodzenie z mokrą głową na mróz, albo spacery z psem w sandałkach po śniegu,
ale może to już krioterapia więc zdrowo :)? A błogi sen na kanapie przed telewizorem w dziennym uniformie :) bez kąpieli, rozczesanych włosów i wyszczotkowanych zębów ?
Tak, popełniam te wszystkie grzeszki czasem z wyrzutem sumienia na twarzy, a innym razem z premedytacją i uśmiechem wartym clowna. Ale ... podobno "równie ważne są niezdrowe nawyki" i tego się będę trzymać :)

A na dziś dla wszystkich miłośników słodyczy coś szybkiego, na smutki lub niezapowiedzianych gości :
CIASTO MIGDAŁOWE BEZ MĄKI

Potrzebujemy:
3 duże jajka
150 g cukru
skórka starta z 1 małej cytryny
1/2 łyżeczki cynamonu
150 g zmielonych obranych migdałów (ja mielę je w babcinym młynku do kawy :)
cukier puder do posypania 

Tortownicę o średnicy 23 cm smarujemy masłem i oprószamy zwykłą mąką. Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni C. Jajka ubijamy z cukrem, skórką z cytryny oraz cynamonem na gęstą i jednolitą masę. Dodajemy migdały i delikatnie mieszamy szpatułką lub krótko miksujemy na minimalnych obrotach miksera na jednolitą masę. Wylewamy ciasto do przygotowanej tortownicy, wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok. 35 - 40 minut (do suchego patyczka). Wyjmujemy, studzimy i posypujemy cukrem pudrem.. 
Przepis zaczerpnięty ze strony Kwestia Smaku  

PS. Na blogu z miłości do staroci kolejne różności !

wtorek, 21 czerwca 2016

"Czas jest wszystkim, co masz .. i pewnego dnia może się okazać, że masz go mniej, niż sądzisz .."

20 komentarze


Pelargonie, ciasto drożdżowe i keks już na zawsze kojarzyć mi się będą z mieszkaniem w starym bloku u dziadków.. To tam zajadałam ukochane prażoki, jabłka maczane w cukrze, makaron własnej roboty, czy wiśnie ze słoika :) To właśnie tam grałam w tysiąca na pieniądze, obierałam grzyby przywiezione z działki i toczyłam miliony rozmów, czy sporów z nieżyjącą już Hanią (Anną) i Jurkiem (Józkiem) ..
Dziś kiedy wyjmuję z piekarnika to najpyszniejsze na świecie, najprostsze drożdżowe uśmiecham się pod nosem wspominając te beztroskie lata dzieciństwa ..
 A na moim balkonie co roku królują nie czerwone, ale białe pelargonie ...

Przepis na to ciasto idealne pochodzi z książki "Drożdżowe wypieki" Małgorzaty Zielińskiej .
Polecam każdemu, bo absolutnie wszystko z niej się udaje !!

"CIASTO BEZ WYRABIANIA"

Potrzebujemy :

500g mąki
25 g świeżych drożdży
1 szklanka cukru
3 jajka
1/2 szklanki oleju
1 szklanka letniego mleka
szczypta soli

Do miski wkładamy kolejno : cukier, na to pokruszone drożdże, roztrzepane jajka, olej i mleko. Nie mieszamy !!! Przykrywamy folią
i pozostawiamy na noc w temperaturze pokojowej.
Rano dosypujemy do miski mąkę i szczyptę soli.. Możemy dodać wg upodobania rodzynki, wanilię lub skórkę cytrynową (choć według mnie najlepsze jest z wanilią).
Składniki mieszamy dokładnie łyżką, ale tylko do momentu połączenia.
Na koniec ciasto przekładamy do dużej prostokątnej formy wysmarowanej masłem. Pozostawiamy przykryte na ok 30 minut do lekkiego wyrośnięcia.
Po tym czasie układamy na cieście dowolne (u mnie zawsze sezonowe owoce : rabarbar, truskawki, śliwki, maliny..) i wstawiamy ciasto na 50-60 minut do ZIMNEGO piekarnika. Temperaturę ustawiamy na 170 stopni.

SMACZNEGO !

wtorek, 29 marca 2016

"Wstałam w nocy żeby napić się wody, ale przez przypadek zjadłam całą pizzę i blachę sernika.." :)

17 komentarze



Dzisiejszy cytacik to cała ja :) Cóż będę Was ściemniać .. Ci, co mnie dobrze znają wiedzą, że obżartuchem jestem paskudnym. Zdecydowanie nie należę do tych co jedzą żeby żyć :( Co gorsze ja kocham słodycze !!! Bez czekolady to się jeszcze obyć mogę (choć nie za często :)) ale bez serniczka to już kompletnie nie. Dlatego jak tylko się odchudzam, przechodzę na zdrowy tryb jedzenia (zwijcie jak chcecie) raczej nie piekę :) Bo choćbym nie wiem jak się starała, a ciacho leży na stole, skuszę się zawsze. Najpierw oczywiście będę krążyć jak pies wokół patery, czy talerzyka po to by ostatecznie złamać się jak trzcinka i ciacho schrupać. Więc jeśli jesteście takimi łasuchami jak ja lub nawet ciutkę mniejszymi, ale ze słabością do serniczków odsyłam Was do przepisu Liski O TUTAJ .
 Sernik jest lekko wilgotny, przepyszny i rozpływa się w ustach .. Dla ułatwienia dodam tylko, że orzechy oraz ciasteczka potrzebne na spód możecie spokojnie zmielić w młynku do kawy (co też uczyniłam :) Ja mam jeszcze taki babciny, elektryczny Niewiadów :)
Mieli w sekundkę i tak drobniutko, że spód jest niemal kremowy.
Dla fanów większych granulek spisze się idealnie malakser lub tłuczek do mięsa :)) 

Polecam !!! I życzę smacznego !

czwartek, 21 maja 2015

"Bądź cierpliwy. Szczęście by­wa ser­wo­wane do­piero na deser.." :)

22 komentarze








A zatem dziś zaserwuję Wam odrobinkę szczęścia :)) To ciasto to mój ideał - choć Tiramisu przygotowują wszyscy na całym świecie i w wieelu wersjach. Ta jest szybka (bo takie lubię najbardziej) nie wymaga piekarnika i trafia idealnie w moje kubki smakowe..
Mogę wyjadać je prosto z naczynia podobnie jak i reszta mojej rodziny !
Aby nie przedłużać podaję Wam przepis - prezent od sąsiadki :) Taka pychotka musi iść w świat, nie mogę zostawić jej przecież tylko dla siebie :)))

Potrzebujemy:

- jedną paczkę biszkoptów języczków (w Lidlu są takie fajne podzielone na 2 porcje, wiec wystarczy nam spokojnie na 2 ciasta)
- 1 kg sera sernikowego w wiaderku
- 450 ml śmietany 30% lub 36 %
- ekstrakt migdałowy
- gorzkie kakao do obsypania ciasta
- żelatyna
- 1/3 szklanki cukru + 6 łyżeczek cukru
- 6 łyżeczek kawy rozpuszczalnej
- 2 lub 3 łyżki alkoholu (ja daję Baileys bo tak jakoś fajnie mi pasuje )

I teraz biszkopty układamy równiutko na dnie naczynia i nasączamy je pomalutku miksturą przygotowaną z 6 łyżeczek kawy, 6 łyżeczek cukru, odrobiny alkoholu, szklanki wody i kilku kropel ekstraktu migdałowego).
Śmietanę ubijamy, dodajemy resztę cukru, ser, znów kilka kropli ekstraktu migdałowego i żelatynę na 1/2 litra wody, którą my rozpuszczamy w połowie szklanki (u mnie to są 2 łyżeczki żelatyny na pół litra wody). Pamiętajcie by woda do żelatyny była gorąca !!! Mieszamy żelatynę aż rozpuści się całkowicie i nie będzie w niej takich kryształków :) Wlewamy ją do miski ze śmietanami i serami pomalutku , całość mieszając.
Powstałą masą zalewamy nasze nasączone biszkopty, wierzch obsypujemy kakao i wkładamy na kilka godzin do lodówki (minimum 3 godzinki ale najlepiej z 5 ) .
Zajadamy ze smakiem , a potem ...

PS. .... idziemy biegać :)))))

wtorek, 5 maja 2015

"Życie trwa właśnie teraz. Nigdy jeszcze się nie zdarzyło, żeby twoje życie toczyło się kiedy indziej niż teraz i nigdy tak się nie zdarzy [...] Teraźniejszość to jedyny punkt, przez który możesz się wydostać poza wąskie ramy umysłu.."

9 komentarze




Babka to ciasto według mnie bardzo dekadenckie .. Sam jej widok sprawia , że czuję się bardzo retro:)
Przepis na nią dostałam od Cioci, w której posiadaniu jest już ok 40 lat - jest więc przepisem wypróbowanym przez pokolenia :) Tym, który zawsze się udaje i nie musi być wykorzystywany jedynie na święta. Robiłam ją już z lukrem i rodzynkami, z cukrem pudrem, w formie do babki i nawet w tej chałkowej, po to by wreszcie zrobić ją tak jak zeberkę - na pół wymieszaną z kakao :))
Powiem tylko, że moi domownicy pokochali ją w każdej postaci !! Jest szybka, piaskowa, może leżeć spokojnie nawet i tydzień (co wiem z opowiadań Cioci bo u nas doczekała najwyżej do dnia następnego :)

A zatem do dzieła :

Potrzebujemy:

4 duże jajka od szczęśliwych kurek
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1 kostka margaryny Kasi lub Palmy (nie próbowałam jeszcze zrobić z masłem zamiast margaryny)
cukier waniliowy (ja dodałam łyżeczkę ekstraktu z wanilii zamiast)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Jajka ubijamy z cukrem - tak aby masa stała się puszysta. Do niej dodajemy mąki, proszek i roztopioną troszkę wystudzoną margarynę. Całość wlewamy na wysmarowaną masłem i obsypaną bułką tartą blaszkę do babki. Pieczemy ok 45 minut w 170 - 180 stopniach (ja piekłam w 175)
Jeżeli chcemy wersję dwu kolorową do połowy masy dodajemy kakao i wylewamy oba kolory do blaszki, a na koniec jedynie oblizujemy paluszki :) 

Słodkiego dnia Kochani i duuużo słonka dla wszystkich osadzonych w teraźniejszości !!!!

środa, 12 grudnia 2012

"Życie byłoby utrapieniem, gdyby nie czas na zapatrzenie.."

20 komentarze



Kilka świątecznych migawek więc dzisiaj przynoszę , a na moje przepisy do Green Canoe Style Was serdecznie zaproszę :)))))


PS.  I zachęcam wielce bo czas ucieka na ostatnie zdjęcia TABLICZKA już czeka :))))

czwartek, 22 września 2011

"Jesień to szepty Boga. Być może dlatego, że szelest spadających liści przypomina trzepot anielskich skrzydeł..."

41 komentarze



Sama nie wiem za co tak lubię jesień ;) chyba za ciasta, które piekę bez opamiętania na zgubę moją i radość domowników.. nocami zamykam w słoikach wspomnienie lata, którego właściwie nie było , za dnia spaceruję po lesie szukając grzybów, lisów, zajęcy i chabazi, które utykam z namaszczeniem po wszystkich kątach .. z lasu odbieram energię na kolejne dni , które lekko uśpione już niedługo przeniosą nas do zimy..
Dawno już nie dzieliłam się z Wami sprawdzonymi przepisami więc nadrabiam zaległości i szarlotkę sypką podyktuję Wam dla gości ihihihihihi

- 1,5 kg jabłek najlepiej kwaskowych
- paczka margaryny Kasi (nie próbowałam z masłem ale może też by się udała )
- łyżeczka proszku do pieczenia (ale myślę, że spokojnie można pominąć)
- szklanka mąki
- szklanka cukru
- szklanka kaszy manny

Nie ma chyba szybszej, bardziej ekonomicznej i pysznej szarlotki pod słońcem :) sypkie składniki mieszamy w naczyniu, jabłka ucieramy na tarce o grubych oczkach, tortownicę smarujemy margaryną lub masłem obsypując ją bułką tartą. Na dno tortownicy wysypujemy szklankę składników sypkich równo je rozprowadzając, kolejno warstwa jabłek, które można obsypać cynamonem następnie druga warstwa sypka i druga warstwa jabłek. Na jabłka wysypujemy ostatnią już warstwę składników sypkich które przykrywamy pokrojoną w plastry margaryną tak aby zasłonić całą powierzchnię tortownicy . Blaszkę wstawiamy do piekarnika na 190 stopni i 45 minut. Najlepiej też podłożyć cosik pod tortownicę (ja podkładam blaszkę do tarty) bo margaryna lubi zdziebko wypłynąć :)




s m a c z n e g o  ...

poniedziałek, 9 maja 2011

"Nadzieja jest wtedy, gdy jest ciasto. Ciasto jest zawsze"...

30 komentarze




No prawdą jest, że rzadko w moim domku nie ma ciasta :) uwielbiam je piec i jeść co już wiecie :) uwielbiam też wiosnę wraz z dobrodziejstwem inwentarza :) a co się z tym wiąże wszelakie warzywka sezonowe .. na przykład rabarbar - ten mogę pochłaniać pod każdą postacią i w hurtowych ilościach :)) Dlatego podzielę się z Wami idealnym ciastowo-rabarbarowym przepisem .. Jak upiekłam je w tym roku po raz pierwszy , domownicy obeszli się tylko smakiem bo przyznać się muszę do grzechu, że zjadłam całą dużą blachę bez 2 kawałków :))) a najśmieszniejsze jest to że wcale nie miałam dość :)))



                                  KRUCHE CIASTO Z RABARBAREM

CIASTO KRUCHE:
3 szklanki mąki
1 szklanka cukru
aromat waniliowy
margaryna 250 gram
6 żółtek
2 łyżeczki proszku do pieczenia
BEZA:
6 białek
1/4 szklanki cukru
kisiel najlepiej truskawkowy
PONADTO:
ok 70 gram rabarbaru i garść truskawek surowych obranych umytych i pokrojonych w ćwiartki (opcjonalnie)

Do mąki dodajemy cukier, miękką margarynę, żółtka, proszek do pieczenia i aromat waniliowy. Wyrabiamy ciasto kruche i wkładamy je na 20 minut do zamrażarki. Następnie dzielimy ciasto na dwie części. Jedną część ciasta rozwałkowujemy i wykładamy na wysmarowaną tłuszczem prostokątną formę o wymiarach 25/36 cm . Drugą część ciasta odkładamy na posypkę. Rabarbar myjemy, obieramy, podsmażamy na suchej patelni z dodatkiem cukru, cynamonu i opcjonalnie garścią truskawek pokrojonych w ćwiartki. Następnie układamy go na surowym cieście. Białka ubijamy na sztywną pianę dodajemy cukier i kisiel delikatnie mieszając. Powstałą masę wylewamy na rabarbar. Na bezę kładziemy utartą na tarce z grubymi oczkami drugą część ciasta. Pieczemy przez 40 minut w temperaturze 160-170 stopni . Ostudzone ciasto posypujemy cukrem pudrem i zjadamy całą foremkę :)))


A czy Wy macie jakieś szałowe przepisy na rabarbarowe smakołyki ???? Chętnie wypróbuję tak w ramach akcji wiosennego zmniejszania rozmiaru :))))) Pozdrawiam Was zza zmarzniętych pomidorków :((((

wtorek, 29 marca 2011

"Zajmij się czymś. Dzięki temu czas stanie się Twoim sprzymierzeńcem, a nie wrogiem.."

21 komentarze

Miało być coś co robię w kuchni mmmmmmm....... proszę bardzo :)
Będzie najszybsze na świecie ciasto- chlebek bananowe :) Z przepisu zamieszczonego w mojej wymarzonej teraz książeczce kucharskiej Sophie Dahl, której jeszcze nie posiadłam gdyż budżet chwilowo nie pozwala :(
Ciasto robi się błyskawicznie bez użycia miksera, z minimalną ilością składników, a jest po prostu pyszniutkie :) Wyrasta wolno , ale długo zachowuje swą świeżość - palce lizać ..

Składniki :

 3 banany (najlepiej takie już baaardzo dojrzałe, z kropkami :)
150 g brązowego cukru (ale z normalnym też jest bardzo smaczne - wtedy dałam 120 gram)
170 g mąki
1 szczęśliwe rozbełtane jajko :)
1 cukier waniliowy
75 g masła
łyżeczka sody
szczypta soli

Piekarnik nagrzewamy do 180 st C, keksówkę smarujemy masłem i posypujemy tartą bułką lub mąką.
Banany rozgniatamy widelcem, łączymy z cukrem, jajkiem, masłem i wanilią. Mąkę mieszamy z solą i sodą i dodajemy do bananów. Wszystko dokładnie mieszamy, wlewamy do formy i pieczemy godzinę.
Zajadamy jako ciasto np z mlekiem lub jako chlebek z dżemikiem :)))

ACH ULEŃKO BAARDZO DZIĘKUJĘ ZA WYRÓŻNIENIE !!! TO MOJE PIERWSZE :)))
JAK TYLKO OPANUJĘ MÓJ DOMOWY SZPITAL TO WSZYSTKO NAPISZĘ ... POZDRAWIAM CIEPLUTEŃKO !!!

wtorek, 15 marca 2011

"Dobrze jest poczuć czasem smak goryczy - słodycz potem lepiej smakuje.."

4 komentarze

Aby osłodzić sobie i Wam troszkę szarą codzienność wypróbowałam ciasteczka proponowane przez Jagódkę.. I muszę stwierdzić z przykrością, iż będą one na mojej liście top 10 :) Można je zrobić z masą orzechową ale wyśmienicie smakują także z samym cukrem, znikają w tempie zawrotnym, a mniej skomplikowanego przepisu to chyba już nie ma ... Pozdrawiam słodziutko ...

Ciasto :
 - 1 margaryna (ja robiłam na Kasi ale podobno z Palmą lepsze )
 - 300 g mąki
 - 2 łyżki śmietany

Na przekładaniec:
4 łyżki cukru
4 łyżki mleka (najlepiej zagęszczone)
40 g orzechów włoskich
1/4 kostki masła
jedno białko

Wyrabiamy ciasto, wałkujemy i wykrawamy małe kółka (u mnie akurat serduszka), które z jednej strony maczamy w białku a następnie w cukrze i układamy na blasze, pieczemy około 15 minut - ciastka muszą się nieco podnieść i lekko zarumienić.

Podgrzewamy mleko z cukrem, dodajemy do niego gorącego zmielone orzechy, potem dodajemy masło i mieszamy. Jak masło się rozpuści - schładzamy. Schłodzoną masą orzechową smarujemy ciasteczka z tej strony na której nie ma cukru i przykładamy drugim ciasteczkiem.
Zajadamy ze smakiem przez cały dzień w celu poprawy podłego nastroju :))))

poniedziałek, 14 lutego 2011

"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy, jest uleganie jej ..."

11 komentarze

Taaaak :)))))) święte słowa Oscara Wilde a , do których kto jak kto ale ja stosuję się od lat .. Odchudzam się regularnie przynajmniej od dziesięciu , zawsze i niezmiennie od poniedziałku :) Moja dieta trwa z reguły do wtorku , cudem do piątku , przy czym przygotowując się sumiennie na kilka dni przed, pochłaniam dokładnie całe zapasy lodówki ze słodyczami na czele ...
Cóż zrobić? kocham jeść, a słodycze zwłaszcza - wyłącznie w ilościach hurtowych .. do tego o zgrozo !! uwielbiam piec , więc rozpieszczam łakociami domowników .. ale do rzeczy ..
Dziś Walentynki - święto średnio przeze mnie lubiane, troszkę nawet wymuszone - bym rzekła , komercyjne do bólu , ale Pan mąż świętuje i żonkę swą słodziutko obdarowuje :))) I tu nie mogłam nie pokazać obiektu moich westchnień od lat , zaszufladkowanych pralinek , które na moje nieszczęście smakują dokładnie tak jak wyglądają - zjawiskowo !!!

Ręcznie zdobione małe dzieła sztuki , po prostu wołają "zjedz mnie" - dlatego, a zwłaszcza ze względu na poniedziałek :) pisząc , rozpływam w ustach "rumową ucztę oblaną białą czekoladą" ...
a Tobie mężu mój osobisty , korzystając z okazji , zamiast walentynkowej kolacji , serwuję ucztę dla oczu :))




Happy Valentines Day .....