Zdecydowanie wiosną zachwycam się częściej. Cieszą mnie te wszystkie małe listki, bażanty pod domem i moszczące się w naszych lęgowych budkach sikorki. Z ochotą też przeglądam wielkanocne zające i inne dekoracje, których jakoś w tym roku nie nabyłam zbyt wiele. Póki co, jedynie wiszące szklane jajka i te piernikowe, które mąż przywiózł z wizyty w Toruniu ( Iga Sarzyńska to zawsze dobry pomysł! ). W sklepach niestety dużo okazjonalnej tandety, sporo przedmiotów nie do końca w moim guście, zdecydowanie wolę nabywać te ponadczasowe lub z duszą wyszukane na targach perełki.
Co prawda im jestem starsza tym bliżej mi do minimalizmu, zmierzam raczej w kierunku być niż mieć,
choć czasem, nie powiem, pozwoliłabym sobie chętnie na odrobinę szaleństwa :)
A jak to jest u Was ? Świąteczne drobiazgi już zakupione ? Domowe zbiory odkurzone ?
W razie braku koncepcji zawsze dobrze jest postawić na niezastąpioną naturę. Wierzbowe gałązki, bazie, czy bukiet żonkili świetnie ozdobią i chyba nikomu nie znudzą się zbyt prędko :)












































